czwartek, 30 października 2014

Zaczynamy

7 maja 2014  skończyło się leniuchowanie. Zaczęłam rehabilitację w "Szansie" w Piotrkowie Tryb. Najpierw dwa razy w tygodniu, w środy i piątki. Na pierwszej rehabilitacji byli ze mną rodzice. Niestety tylko mama mogła ze mną wejść. Zajęcia trwały pół godziny, bo więcej bym nie wytrzymała. Rehabilitantka pokazywała obroty, które mama już poznała w Łodzi. Kładła mnie na brzuszku na takiej wielkiej piłce, ale mi to się w ogóle nie podobało, więc się rozpłakałam. Przecież wiadomo, że jak coś mi nie odpowiada to albo płaczę, albo się wykręcam. Te pół godziny w miarę szybko nam minęły, gorzej było z tatusiem, on się wynudził przed drzwiami.
W piątek na kolejnych ćwiczeniach było już zupełnie inaczej, nie było mamy, bo mamcia usłyszała, że rodzice nie mogą wchodzić do pokoju, bo są tam też inne dzieci. Była inna sala i nie było mamy i ... nie podobało mi się. 
W międzyczasie miałam już kilka wizyt w Łodzi. Byłam u neurologa, neurochirurga, miałam USG główki i badanie EEG oraz miałam pierwszą wizytę na patologii noworodka.
W czerwcu w "Szansie" zaczęłam jeździć cztery razy w tygodniu. Tylko czwartek miałam wolny. Na początku było nawet znośnie, ale im dłużej to trwało tym bardziej byłam zmęczona. Z resztą nie tylko ja, mama również. A mama zmęczona to mama zła i niewyspana. 
Po 6 tygodniach takich wyczerpujących ćwiczeń miałam wolne. Rehabilitanci mięli urlopy, więc i ja mogłam trochę odpocząć. Byłam naprawdę zmęczona. Często na ćwiczeniach płakałam, o to jest dla mnie olbrzymi wysiłek, i jeszcze to wzmożone napięcie mięśniowe.
Miałam prawie miesiąc przerwy. Mamusia mi troszkę odpuściła. Dała mi tydzień wolnego od ćwiczeń. Jedynie przy zmianie pieluszki robiłyśmy obroty i nawet się z tego cieszę, bo akurat to lubiłam.
Mamusi udało się znaleźć sposób na moje kąpiele. Wystarczyło powywalać te wszystkie gąbki, ręczniki, pieluchy i wlać do wanienki więcej wody. Kąpiele stały się teraz super fajne.
Relaksik - wieczorna kąpiel

Kąpiel na siedząco
Gdy nie jeździłam do "Szansy" rodzice postanowili, że będę jeździła na prywatną rehabilitację. Tam była pani Małgosia, która bardzo fajnie ze mną ćwiczyła. Pokazała rodzicom jak mają mnie podnosić i odkładać. Wszystko mają robić według metody Bobath. A to jest bardzo ważne dla mojego rozwoju. Po jakimś czasie zaczęłam się delikatnie rozluźniać, ale naprawdę delikatnie. 
Czupurek ze mnie
Urlopy zawsze się kiedyś kończą i pod koniec lipca wróciłam no rehabilitację do "Szansy". 
Po paru zajęciach mama zauważyła, że robię się coraz bardziej spięta. Czekając na korytarzu prawie na każdych ćwiczeniach było mnie słychać. Płakałam i gdy dostawała mnie mamusia z powrotem nie wyglądałam zbyt fajnie. Gile prawie do pasa, oczka czerwone. Mamusi coraz bardziej się to nie podobało.
Przy kolejnej wizycie u neurochirurga rodzice porozmawiali na temat płaczu u takich dzieci jak ja. I okazało się, że podczas płaczu w naszych główkach rośnie ciśnienie ( co miało już miejsce w ciąży gdy nadmiar płynu w główce powodował ucisk na tkankę mózgową) i może to doprowadzić do dalszego uszkadzania tkanki mózgowej. 
Tatuś przez tydzień jeździł ze mną na rehabilitację i próbował porozmawiać na temat tego mojego płaczu. Ale nic to nie dawało. Więc po rozmowie z panią dyrektor " Szansy" rodzice zdecydowali, że nie będę przyjeżdżała na zajęcia dopóki nie dostanę nowej rehabilitantki. Miałam kolejną przerwę. Jeździłam wtedy do pani Małgosi, więc nie próżnowałam w domku.
Nastał wrzesień i znalazła się nowa rehabilitantka. 
Ćwiczymy dwa razy w tygodniu, chyba że jakiegoś dzidziusia nie ma to wtedy jestem dopisywana i zdarzają się trzy wizyty, a nawet cztery, ale bardzo rzadko. Mama jest ze mną na każdych ćwiczeniach. Pomaga i obserwuje, uczy się nowych "figur".
Po miesiącu ćwiczeń zaczęłam się rozluźniać. Rączki nie są takie spięte jak wcześniej, nóżki też lepiej się mają. Wzmożone napięcie nadal jest, ale są postępy i z tego wszyscy bardzo się cieszymy.
Zaczęłam w końcu podnosić główkę. Szybko się przy tym męczę, ale i tak jest dobrze.
Pomału, pomału, byle do przodu.
O jaaaaaaa, ja siedzę.
Od maja sporo się działo. Zaczynam podnosić główkę, trochę nieudolnie, ale mama i tak jest dumna, rączki są luźniejsze, oczka patrzą za zabawkami, choć z prawą stroną jest gorzej, zaczynam po swojemu gadać, uśmiecham się do ludzi.
Będzie lepiej, zobaczycie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz