niedziela, 26 października 2014

Chwila odpoczynku

Zaczęła się nauka bycia rodzinką. Tata dostał dwa tygodnie wolnego i wszyscy razem uczyliśmy się bycia razem. W szpitalu było tylko karmienie, przewijanie i delikatna rehabilitacja. Tam nikt nic nie mówił o pozostałych rzeczach, takich jak zwyczajne uspokajanie płaczącego dziecka, masaż itp.
Tak zwany " Ból istnienia" - płaczę, bo po prostu płaczę
Pierwsza kąpiel, dzień po przyjechaniu do domu była koszmarem. Temperatura wody była dobra, na dnie wanienki było pełno pieluch, wszystko rodzice przygotowali dobrze, ale... 
Można się domyśleć jak wyglądają kąpiele dzieciaków w szpitalach. Pielęgniarki za jednym zamachem rozpinają pajacyki, po chwili ciach i dzidzia nie ma na sobie ubranka. Wszystko się dzieje w ciągu sekundy, dobrze może dwóch. Zdejmowanie pieluchy to dla nich pestka. Sama kąpiel trwa krótko, w końcu w ciągu 30 minut trzeba rozebrać, wykąpać i ubrać sześcioro dzieci. A potem jeszcze karmienie.  Mamusia próbowała, chciała, żeby pielęgniarki ją wpuściły na kąpiel, chciała zobaczyć, pomóc, ale nie, nie wolno. Takie przepisy. Cały szpital chowa się za jakimiś przepisami. A gdybym na neonatologii miała spędzić jeszcze kolejne tygodnie, to co? Mama uczyłaby się kąpać w domu 10 kg dziecko, bo przepisy zakazują rodzicom kąpieli dziecka w szpitalu?
W domu było wszystko robione instynktownie. Tatuś ledwo zanurzył moje nóżki i zaczęłam arię. Bałam się i to bardzo. Po chwili byłam już otulona ciepłym ręcznikiem, ale to i tak nie pomagało. Płakałam tak mocno jakby mnie ze skóry obdzierali. A przecież mamusia i tatuś robili wszystko delikatnie, pomału... Ręcznik oczywiście poleciał do prania, bo nad niczym nie panowałam, wszystko miałam spięte. Miałam jeszcze bardzo wzmożone napięcie mięśniowe i ubranie mnie graniczyło z cudem. Mama mówiła, że wyglądam jak zamrożony kurczak, bo tak trzymałam rączki, piąstki zaciśnięte, łokcie zgięte nie do wyprostowania. Ciężko było mnie wytrzeć, a co dopiero ubrać. I ten płacz. Uspokajałam się gdy dostałam butlę z mlekiem. Żadne przytulasy tylko mleko ratowało sprawę.
Po karmieniu wcale nie było lepiej. Nie mogłam zasnąć, ciągle stękałam, mama chodziła na rzęsach. Bujała mnie albo na rękach, albo w wózku. Jeśli zasnęłam to tylko na chwilkę i potem znów płacz.
Rodzice mówili, że to przez te szpitalne "prochy". W końcu od urodzenia byłam na lekach przeciwbólowych. Wypisali mnie ze szpitala i dalej rodzice radźcie sobie sami. 
Mama przed kąpielą zaczynała już panikować, że znowu będę płakała, że znowu załatwię się do wanienki albo na ręcznik, że znowu będzie problem z ubraniem mnie i kolejna zarwana noc. Oj było ciężko. 

Raz płacz potem śmiech.





 Raz śpię, albo udaję, że śpię i podglądam co się dzieje.

Z czasem zaczęło być dobrze. Mama i tata się oswoili i tylko te kąpiele nam nie wychodziły. Ale o tym to jeszcze napiszę.

Tatuś i ja




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz