niedziela, 12 października 2014

15 marca 2014

Po zabiegu ostatnim ( 14.03.2014) miałam mieć wolny weekend. Po śniadaniu jak to ja mam w zwyczaju chciałam sobie pogadać przez telefon. Ja w Łodzi a cała reszta przynajmniej 40 km ode mnie.
Najpierw z mężem, który miał w weekend pracować, potem z mamą, na końcu pogadałam sobie z koleżanką Magdą ( też z brzusiem). Tak się rozgadałyśmy, że jestem zmęczona tymi zabiegami, a czekają mnie jeszcze kolejne co 2-3 dni aż do porodu, czyli za miesiąc.I nagle chlust...wody mi odeszły.
Parę minut po 11 zabrano mnie z korytarza na moją salę, potem szybki zjazd na porodówkę. Przed i po każdym zabiegu u prof. Szaflika dostawałam magnez, żeby nie zaczęła się akcja porodowa. Jak leżałam na porodówce to skurcze widziałam na wydruku z KTG, bo byłam taka "pełna magnezu", że nic nie czułam. Rodzice czekali przed porodówką, ale nie mogli wejść. W końcu przyjechał mąż. Kazali przeć, a ja mówię nie. Po wyjaśnieniu, że w moim przypadku cesarka to jedyny bezpieczny sposób na urodzenie dziecka zabrali mnie na USG, żeby się upewnić. Potem szybko poleciało. Na sali po 5 próbie w końcu udało się mnie znieczulić. Do tej pory bolą mnie tam plecy.
Zegar jakby zwolnił.
Usłyszałam pytanie, czy chcę ją zobaczyć. Pewnie, że tak!!! I zobaczyłam. Mały umorusany jeszcze tyłeczek i dyndającą obok niego pępowinę. To była moja córeczka :-)
Po chwili dali mi ją i mogłam się kilka sekund napatrzeć na Nasze Cudo. Ucałowałam jej śliczną główkę i zabrali...


Zabrali???
Mama co TY mówisz???
O...Dzień dobry. Jestem Jagódka i od dzisiaj to JA będę pisała mojego bloga.
A więc...
Nazywam się Jagoda Alicja Wartacz i urodziłam się 15 marca 2014 roku w Łodzi to była sobota, godzina 14.39, miałam całe 2765 g i długa byłam na aż 50 cm. Całkiem nieźle jak na wcześniaka. 
Nie lubiłam tych kłujek w głowę i postanowiłam przyjść na świat 4 tygodnie przed czasem. Nie wiem jak, ale kiedyś znajdę tego Pana co tak mi wbijał igły w główkę. Tylko raczej powinnam mu podziękować, tak mama mówi. 

Zabrali mnie gdzieś i zaczęli myć, wycierać, coś mi założyli na rękę i na nogę. Jakaś pani powiedziała, że tata może zrobić zdjęcie.
Całkiem ładnie tu wyszłam. 
Potem zawinęli mnie w jakieś szpitalne szmatki i ukrytymi korytarzami zaprowadzili mnie na neonatologię.
Po około godzinie przyszedł tatuś i powiedział, że mama jest jeszcze na sali poporodowej i że ciągle się o mnie pyta. Zrobił mi kilka zdjęć żeby pokazać mamusi.


Chciałam się ładnie uśmiechnąć, ale byłam strasznie zmęczona tym porodem. Już nigdy nie pozwolę się urodzić. Jedno przyjście na świat mi wystarczy. Żadnej reinkarnacji.
Miałam zrobione USG. Nie wyszło za ładnie " Wnioski: wodogłowie w przebiegu złożonej wady mózgowia ( ACC - agenezja ciała modzelowatego, Schizencefalia, podejrzenie Holoprosencefalii".
Po czymś takim zachciało mi się spać. Tatuś od czasu do czasu wpadał i mówił mi co u mamusi, żebym się o nią nie martwiła. Mamusi w ogóle nie widziałam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz