poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ten dziwny czas

Czas zaiwania lub stoi w miejscu. Zauważyłam to już jakiś czas temu.
Na neonatologii czas mi się strasznie wlókł. Noc mi się dłużyła, potem nie mogłam się doczekać kiedy rodzice przyjadą.

Leżałam w tym inkubatorku, potem w łóżeczku i czekałam. Spałam ile się da. Co innego miałam robić. Z nikim nie dało się pogadać, bo wokół skrajne przypadki wcześniaków, tylko ja taka wyrośnięta. Leżałam grzecznie i tylko czasami jakiś pomysł wpadł mi do głowy, żeby popłakać, minki porobić, spróbować się uśmiechnąć. 
Gdy mamusia z tatusiem przyjeżdżali czas leciał szybko, a nawet za szybko. Co chwila musieli wychodzić, bo jakiś dzidziuś miał mieć badanie zrobione. Jak wracali to opowiadali mi co tam w domu. Ja ich słuchałam i przyjemnie tak było, w trójkę. Nie znam się na zegarku ( jeszcze), wtedy też się nie znałam i nie wiem kiedy godziny mijały. Wyczuwałam, że mamusia robi się smutna i wtedy okazywało się, że jest już późno i muszą jechać do domku. Mamusia całowała mnie tak długo jak to tylko było możliwe. Mówiła, że zabiera moje brudne ubranka i że będzie je całą noc przytulać. Tata mówił, że mama ciągle je wąchała jak ściągała dla mnie mleko. Podobno pięknie pachniały. A skoro tak mówi mama, to pewnie tak było.
Czas na neonatologii był chyba najgorszym czasem dla nas, przynajmniej do tej pory. Ja w tych małych łóżeczkach, mama na super niewygodnych krzesełkach. Ile tak można wysiedzieć? Około 8-10 godzin, oczywiście ból kręgosłupa i pupy gratis od całego oddziału. 
Gdy trafiłam na 5 piętro skąd wiadomo, że zaraz wyjdę czas leciał nam szybciej. Tam było przyjemniej, milej. Leżałam tam tydzień i nim się spostrzegłam rodzice pakowali mnie do auta i do domu.
W domu było prawie tak jak w szpitalu. Dużo spałam, ale nikt mnie nie budził na przymusowe karmienie co 2.5 godziny, nikt mi nie wbijał w rączkę, nóżkę ani w głowę igieł, żadnego pobierania krwi. Mogłam sobie spać, tyle ile chciałam, kiedy chciałam...
Drzemka z tatuńciem
U mamusi na rączkach
Hooooopsiuuuuuu
 Poza spaniem oczywiście sobie jadłam i pomału zaczynałam rozrabiać.


 Czas leciał spokojnie, czasami były nerwówki, bo to do lekarza, albo na rehabilitację. Rodzice tak to załatwiają, że raz jestem w domu, zasypiam i budzę się u lekarza, a potem znowu jestem w domku i wychodzę na spacerek. Świat jest szalony.
Teraz kiedy się dotarliśmy jest dobrze. Ja znam moich rodziców, oni znają mnie. Wiemy czego możemy się po sobie spodziewać. To wszystko zasługa czasu. Czasu spędzonego oczywiście w domu. Razem. 
Żałuję jedynie, że tatuś tak długo pracuje i że cały dzień go nie ma. Nie lubię kłaść się kiedy tata nie może mnie przytulić. Może w święta jak będę grzeczniutka, to tatko cały swój wolny czas zarezerwuje tylko dla mnie.
Aktualnie mama narzeka, że ma mało czasu. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale podejrzewam, że ma to coś związek z końcem roku. Mówi tatusiowi, że jest mało czasu. Mi tam się nie śpieszy, chociaż wolałabym, żeby czas troszkę przyśpieszył i żeby ta brzydka pogoda już minęła. Wcale mi się nie podoba.
Żyję sobie spokojnie, rehabilituję się, latam po lekarzach, ot takie to moje życie. Może kiedyś zrozumie za czym tak dorośli gonią. Za tym uciekającym czasem??


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz