piątek, 6 lutego 2015

Spokojne, normalne dni

Ostatnio trochę chorowałam. Dopadła mnie trzydniówka i wszystko co z nią się wiąże. Trzydniówka trzeciego dnia puściła, ale katar i zawalone gardziołko zostało. Dzisiaj jest pierwszy dzień, gdy już nic mi nie dokucza. 
Nie wiadomo jak to się stało, ale po tym niefajnym okresie zrobiłam się jakby bardziej kontaktowa. Tak mama mówi, że bardziej zaczepiam i nauczyłam się kilku nowych rzeczy.










Nauczyłam się robić "kosi kosi" lub jak kto woli umiem bić brawo. Robię to nawet kilkanaście razy dziennie i wszyscy się z tego cieszą, więc ja im jeszcze bardziej bije brawo i tak w kółko. Ostatnio w Szansie biłam brawo każdej dzidzi, która obok mnie przechodziła sama czy u mamy na rękach. 


Największa zmiana nastąpiła w jedzeniu. Skoro jestem już duża i nie jestem już małą dzidzią, to postanowiłam odstawić mleko i butelkę. Butle dostaje tylko rano i to nie codziennie. W ciągu dnia preferuje deserki, obiadki, świeże owoce, kaszki i ostatnio ciasteczka z herbatką. Jadam tylko na siedząco. Zaczynam też mamusi pokazywać czy coś mi smakuje czy nie. Pokazuje, że jestem już najedzona, albo jak jem deserek i jeszcze mi mało to ciągle otwieram buzie i mama wtedy lata po kuchni i szykuje mi szybko banana. Fajnie mieć taką mamę co wie o co chodzi.

Ostatnie tygodnie, poza okresem gdy chorowałam, były takie milutkie. Tatuś ma mniej nadgodzin i częściej spędzamy czas tylko we trójkę. Najlepiej jest gdy mamy wolne rano. Mamcia mi szykuje śniadanko, a tatuś mamusi i sobie. Potem oczywiście ja jem jako pierwsza. Rodzice za to dziwnie jedzą. Mama jak to mama powoli je i za to dużo przy tym gada, a tatuś kanapki pochłania w całości. A wiecie dlaczego?? Bo zaraz odchodzi od stołu i leci do mnie się poprzytulać!!!
Kanapki, mama a tam w tle to ja z tatusiem
Pośniadaniowe prytulasy
Trójka wariatów
Coraz częściej dopominam się o przytulaski, obojętnie z kim. Dla mnie dzień bez ukochania mamy jest dniem straconym, więc gdy jest tylko okazja mama mnie ściska i całuje. Mówi, że mnie zje, ale ja jej nie wierze, bo mama nie za bardzo lubi mięsa, a co dopiero surowe. Mamcia pyta się mnie po ile jest dziecięcinka. To mówię jej, że jest bezcenna za kilogram. 




 Z mamunią jak to z mamą zawsze są miziajki i takie takie inne słodkie rzeczy do robienia, za to z tatusiem to sprawy inaczej wyglądają. Ja z tatusiem to mamy swój świat. Lubimy jak tatuś mi robi samoloty i karuzele i ja się wtedy wcale nie boję. Lubimy oglądać wspólnie filmy, chociaż niewiele z tego rozumiem. Za szybko tam w telewizorku mówią i nie nadążam.
Wieczór filmowy z tatkiem
Z tatusiem często pogrążamy się we śnie. To kolejna fajna rzecz, jaką robimy razem. Po prostu uwielbiamy razem lulać. I super nam to wychodzi.

Cieszę się, że moje dzieciństwo jest takie, normalne. Gdyby nie rehabilitacje i jazdy po lekarzach to w sumie jest bardzo ok. Jako ich pierwsze dziecko stwierdzam, że mam udanych, zwariowanych i kochanych rodziców. 


 JEST JAK JEST



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz